PREMIERY BIG BOOK FESTIVAL 2022 Samotnica Dwa życia Marii Dulębianki

O książce

SAMOTNICA. DWA ŻYCIA MARII DULĘBIANKI, Wydawnictwo Marginesy
Maria Dulębianka była znakomitą malarką, po studiach w Wiedniu, Warszawie i Paryżu, ale tylko niewielka część jej dzieł przetrwała do dzisiaj. Jeszcze w XIX wieku nie raz zabierała głos w sprawie równouprawnienia kobiet, jej ostrą polemikę „Damscy kaznodzieje” można streścić hasłem: „mężczyźni objaśniają mi świat”. Apelowała o równy dostęp do studiów artystycznych i jako pierwsza kobieta kandydowała w wyborach do Sejmu Krajowego. Przez lata związana z Marią Konopnicką, po swojej śmierci w 1919 r. spoczęła w grobowcu poetki na Cmentarzu Łyczakowskim. Dopiero potem trumnę Dulębianki przeniesiono na Cmentarz Obrońców Lwowa. Jak zauważa autorka tej książki: „ Z biegiem czasu więź między Dulębianką a Konopnicką stawała się dla potomnych coraz bardziej kłopotliwa“… Karolina Dzimira-Zarzycka porządkuje i uzupełnia biografię Dulębianki – jako artystki, feministki i działaczki społecznej. Kreśli portret dziewiętnastowiecznej emancypantki, której problemy i wybory okazują się dziś zaskakująco aktualne. Obficie czerpiąc ze źródeł, stara się uchwycić naturę relacji Dulębianki i Konopnickiej, które od 1890 r. wspólnie mieszkały za granicą – a jeśli sprawy osobiste zmuszały je do rozstania, to jak najszybciej starały się do siebie wrócić. Historię tej relacji autorka wpisuje w szerszy obraz sytuacji kobiet na przełomie XIX i XX wieku.

Kup książkę:
Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki
O autorce

Karolina Dzimira-Zarzycka – absolwentka historii sztuki oraz polonistyki na Uniwersytecie Wrocławskim. Autorka ponad dwustu artykułów popularnonaukowych na temat sztuki i kultury XIX i początku XX wieku oraz historii kobiet. Wiele z nich przybliża sylwetki mniej znanych postaci historycznych, w tym wybitnych artystek, podróżniczek, badaczek i działaczek społecznych.

Fragment Książki
Whitney leaning against a railing on a downtown street

W lutym 1886 roku Wiktor Gomulicki na łamach „Kuriera Codziennego” zwracał uwagę na „spokojny o przyćmionym kolorycie obrazek panny Dulębianki, zatytułowany: Sama jedna. Zgodnie z tytułem wypełnia drobną tę, ale miłą kompozycję jedna tylko postać niewieścia, w ciemnej sukni, ze splecionymi rękoma, wzrokiem podniesionym do nieba i twarzą wyrażającą smutek głęboki, złagodzony rezygnacją. Ani pomysł, ani wykonanie niczym nadzwyczajnym nie olśniewają, trafna jednak charakterystyka uczucia, umiejętne zrównoważenie kolorytu i rozprowadzenie światła budzą sympatię dla obrazka i jego bohaterki. Życie dzisiejsze wytwarza dużo takich samotnic, które o tyle tylko mogą być szczęśliwe, o ile potrafią się zdobyć na – rezygnację!…”.
Raczej nie taka była intencja Dulębianki, ale jej obraz skojarzył się recenzentowi ze zjawiskiem, które zmieniało dziewiętnastowieczne społeczeństwo: lawinowo wzrastającą liczbą samotnych kobiet.
Z jednej strony dla wielu panien znalezienie męża stawało się nieosiągalne, bo mężczyzn było po prostu dużo mniej. Miały na to wpływ większe procesy: emigracja kobiet do miast (niezamężne służące), odpływ pracowników (na przykład Brytyjczyków) do odległych kolonii, śmierć tysięcy żołnierzy w coraz krwawszych – przez nowocześniejszą i bardziej skuteczną broń – konfliktach (w wojnie secesyjnej zginęło ponad pół miliona Amerykanów).
W powstaniu listopadowym „kwiat mężczyzn wyginął lub musiał wyemigrować; z czego wynikły dwie konsekwencje. Jedna, że ubyła bardzo znaczna ilość kandydatów na mężów, co musiało zwiększyć kontyngent niezamężnych panien, w społeczeństwie obciążonym równocześnie nadmiarem wdów. Druga to, że siłą ubytku tego, co było wśród mężczyzn najlepsze, musiały się zmienić proporcje moralne: w stosunku do tych, co zostali, poziom kobiet był o wiele wyższy” – zauważał Boy-Żeleński. Później tę nierównowagę pogłębił jeszcze upadek powstania styczniowego.
Z drugiej strony w siłę rósł ruch feministyczny. Emancypantki skutecznie domagały się równego prawa do nauki, pionierki przecierały szlaki w kolejnych zawodach. Coraz więcej kobiet z klasy średniej (a na ziemiach polskich – z inteligencji) było w stanie na siebie zarobić i wcale nie musiało decydować się na małżeństwo, które jeszcze dla ich matek i babek było oczywistym wyborem.