Premiery literackie FORMIKARIUM

UWAGA: PREMIERA! | „FORMIKARIUM. CZYLI W MOIM ŚWIECIE MRÓWEK”
O życiu w naturze, z naturą i przeciwko niej. O zachwytach nad cudami przyrody i urodą życia mówi AGNIESZKA DAUKSZA, która przygotowała wybór opowiadań KORNELA FILIPOWICZA.

  • Rozmawia: Magdalena Mikołajczuk, Program 1 PR
  • Czyta: Natalia Lange
  • Partner: SIW Znak
  • Data: sobota, 26 czerwca 2021, Godz. 16:00
  • Miejsce: Centrum Łowicka, Sala Galeria, Łowicka 21
  • Rodzaj spotkania: Wydarzenie z transmisją na żywo!
O książce

Opowiadania Kornela Filipowicza z naturą w roli głównej w wyborze i ze wstępem Agnieszki Daukszy, autorki wielokrotnie nagradzanej biografii „Jaremianka”.

Pierwsze dziecięce wyprawy do lasu i nad rzekę. Migotanie odcieni zieleni i pulsowanie zapadającego zmierzchu. Zachwyt, strach, zaciekawienie. Śmiała próba udomowienia mrówek – i zdumienie, że nie chcą żyć w szklanym słoju. Powolny spacer ze zniedołężniałym psem, ostatnim towarzyszem w długim życiu. Wędkowanie, polowanie, wizyta w zoo. Człowiek w naturze, z naturą, przeciw naturze.

Filipowicz patrzy okiem wrażliwego przyrodnika, bohaterowie jego opowiadań dojrzewają i zmienia się ich stosunek do zwierząt, roślin i krajobrazu. Wybrane przez Agnieszkę Daukszę opowiadania z przyrodą w roli głównej pokazują Kornela Filipowicza nie tylko jako arcymistrza krótkiej formy, ale przede wszystkim jako pisarza aktualnego, współczesnego, uniwersalnego. Pisarza na dzisiejsze czasy.
Posłowie napisał Adam Wajrak.

ZAMÓW W NASZEJ KSIĘGARNI
Kornel Filipowicz & Agnieszka Dauksza

Kornel Filipowicz – Nowelista, powieściopisarz, scenarzysta i poeta. Jeden z najważniejszych polskich prozaików po II wojnie światowej. Mistrz krótkiej formy, nazywany realistą metafizycznym. Wielotelni partner Wisławy Szymborskiej. Zmarł w 1990 roku.

Agnieszka Dauksza – pracuje w katedrze Antropologii Literatury i Badań Kulturowych UJ. Jest autorką książek, artykułów naukowych. W badaniach i tekstach zajmuje się pamięcią, wykłada wiedzę o sztuce. Napisała cenioną książkę „Jaremianka. Biografia”, a także Klub Auschwitz i inne kluby. Rwane opowieści przeżywców”.

Fragment Książki
Whitney leaning against a railing on a downtown street

„Nie wiem, skąd się wziąłem. Z nocy, mgły, z niepamięci? Z tajemniczych szmerów, niewyraźnych, zamazanych obrazów, dziwnych zapachów? Nie wiem. Ale było mi z tym dosyć dobrze i o niczym myśleć ani niczego sobie przypominać nie chciałem, choć podobno miałem już cztery i pół roku. Byłem, bo byłem. Kładłem się spać, wstawałem, piłem mleko i jadłem chleb z kukurydzy. Ubierałem się, stałem koło okna i patrzyłem na podwórze. Widziałem wszystko, co było dookoła mnie i słyszałem mowę ludzi, szczekanie psów i śpiew ptaków. Mój ojciec był jeszcze wtedy na wojnie i żyliśmy tylko we trójkę, z matką moją i babką, czasem tylko odwiedzał nas kulawy i łysy, ale w wielkim słomkowym kapeluszu pan Dobrucki, który był nauczycielem, chociaż nie uczył 

w żadnej szkole, tylko łowił ryby. Pan Dobrucki, idąc na ryby, przeważnie po południu, zatrzymywał się koło naszego domu, ustawiał dwa długie, białe wędziska tak, że opierały się o dach i widać je było przez okno, wchodził do nas i pił herbatę. Czasem, jak była bardzo ład-na pogoda, ja z babką odprowadzaliśmy pana Dobruckiego na ryby, ale zawsze tylko do starego dębu, który rósł na samej krawędzi brzegu tak, że niektóre korze-nie wisiały w powietrzu. Przysiadaliśmy na chwilę pod dębem, pan Dobrucki palił papierosa, potem brał swoje wędziska i schodził w dół. W tym miejscu, gdzie rósł dąb, kończyły się pola, urywały się nagle, droga skręcała, schodziła w dół i ginęła wśród łąk, krzaków i szuwarów. Patrzyliśmy z babką na pana Dobruckiego, widzieliśmy, jak przechodził przez łąkę koło stada czerwono-białych krów, które pasły się albo leżały. Kiedy pan Dobrucki mijał je, odwracały za nim głowy. Póki pan Dobrucki szedł przez łąkę, widać go było bardzo dobrze i nie było żadnych wątpliwości, że to jest on. Robił się wprawdzie coraz mniejszy, ale ciągle wiedzieliśmy, że to jest pan Dobrucki. Ale potem pan Dobrucki wchodził w wysokie trawy i robił się coraz krótszy, później widzieliśmy już tylko jego wielki kapelusz migający wśród krzaków, wreszcie przestawaliśmy go całkiem widzieć, tylko czasem z miejsca, w którym zniknął, zrywały się dzikie kaczki, po dwie, albo całe stada mniejszych ptaków, które nazywały się podobno bekasy, zataczały w powietrzu koła, coraz wyższe, stawały się coraz mniejsze i znikały na tle nieba.”

Workcation
miasto stoleczne warszawa
ministerstwo kultury dziedzictwa narodowego i sportu