Ładowanie Wydarzenia

« Wszystkie Wydarzenia

PREMIERA: ANNA DZIEWIT-MELLER

30 sierpnia @ 20:00 - 21:00

UWAGA: PREMIERA!
“OD JEDNEGO LUCYPERA” ⇓

O pozornej emancypacji i prawdziwej władzy kobiet – na Śląsku w epoce socjalizmu
i w dzisiejszym świecie mówi pisarka ANNA DZIEWIT-MELLER.
Prowadzi Weronika Wawrzkowicz
Czyta Magdalena Czerwińska
Partner: Wydawnictwo Literackie


O KSIĄŻCE

Holandia, początek XXI wieku. Katarzyna pracuje na uniwersytecie, wiodąc życie współczesnej emigrantki. Jest samodzielna, wykształcona, ma terapeutę i panią do sprzątania. Wyjeżdżała z kraju z nadzieją na europejskie standardy traktowania, karierę naukową i ucieczkę od rodziny, z której na dobrą sprawę została jej już tylko babcia. Wydaje się więc, że wszystko poszło po jej myśli… Może z wyjątkiem zaburzeń odżywania, z którymi wciąż nie może się uporać.

Śląsk, schyłek lat czterdziestych XX wieku. W chorzowskich zakładach azotowych trwa mordercza walka o realizację planu trzyletniego. W wysiłkach o przyszłość swoją i ludowej ojczyzny nie ustaje Marijka, marząca o tym, by zostać przodownicą pracy. Na jej oczach formuje się nowy świat, w którym postawna dzioucha upatruje szans na awans społeczny, wyrwanie się spod kurateli matki i szczęście u boku ukochanego Alozja. I wszystko wskazuje, że powinno się udać. Do czasu.

Marijka nigdy nie dowie się o istnieniu Kasi, a Kasia natrafi na ślad Marijki przypadkiem, gdy zobaczy tajemniczą postać na fotografii ukrywanej przez babcię. Po latach i pewnej szczególnej rozmowie telefonicznej postanowi zrozumieć dlaczego.

Śledząc historię górniczej rodziny, Anna Dziewit-Meller opowiada o mrocznych latach czterdziestych ubiegłego wieku, klasowej emancypacji i problemach, które dotykają nas dziś. Nade wszystko brutalnie szczerze i niezwykle empatycznie mówi o tym, co wciąż niesłusznie pomijane: o udziale kobiet w małej i wielkiej historii.

ANNA DZIEWIT-MELLER

Pisarka i dziennikarka, wcześniej także liderka kobiecego zespołu rockowego Andy.
W jej literackim dorobku znajdują się powieści Od jednego Lucypera (2020), Góra Tajget (2016) oraz Disko (2012).
W 2017 r. wydała książkę Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy, a rok później jej kontynuację Damy, dziewuchy, dziewczyny. Podróże w spódnicy. Wraz z Agnieszką Drotkiewicz opublikowała dwa tomy wywiadów Głośniej! Rozmowy z pisarkami (2006) i Teoria trutnia i inne. Rozmowy z mężczyznami (2009), a z Marcinem Mellerem zbiór reportaży Gaumardżos! Opowieści z Gruzji (2018).
Oprócz twórczości własnej wiele czasu poświęca książkom cudzym – wcześniej w programach telewizyjnych, od 2016 r. w autorskim kanale internetowym bukbuk.pl. W 2016 roku nominowana była za wywiad do Nagrody Grand Press. Od stycznia 2017 r. felietonistka „Tygodnika Powszechnego”. Pochodzi ze Śląska, mieszka w Warszawie.

PRZECZYTAJ FRAGMENT KSIĄŻKI 
„OD JEDNEGO LUCYPERA“

Marijka miała ręce grube jak pnie drzewa. Przegub jej dłoni był tak szeroki i krzepki jak przegub dłoni jej ojca. Niezbyt urodziwe, krótkie palce zakończone tępo ściętymi paznokciami wyglądały bardziej na męskie niż kobiece. Gdy chwytała filiżankę za uszko, ledwo przeciskała przezeń palec wskazujący. Na paliczkach wyrastały jej pojedyncze ciemne i wyraźne włoski, podobnie jak na przedramionach i łydkach. Pod nosem nosiła miękki cień, jak hiszpańska tancerka flamenco albo dorastający ciemnowłosy chłopiec.

Gruby, czarny jak u Indianki warkocz zaplatała ciasno, aż jej oczy z orbit chciały wyskoczyć, i skręcała go w kok tuż nad szyją, przypinając wsuwkami pod chustką, którą wiązała na głowie. Wszystko w niej było szerokie, podobne bardziej do łopaty na drewnianym sztylu niż do łodygi kwiatu, trochę kanciaste, trochę surowe, jak kawały węgla odrąbane od ściany przodka. Brwi miała jak dwie czarne krechy, podbródek mocny, kwadratowy, zęby duże, białe i równe, wysokie, pełne policzki, wydęte, zmysłowe wargi.

Nie było w niej nic z wiotkiego powabu jej młodszej siostry ani z wyniosłej suchej kostyczności matki. Była jak rzepicha, czerstwa, czerwona na policzkach, donośna. Paliła szporty przez żółtą od nikotyny lufkę. Nosiła ją w kieszeni fartucha, a gdy wykopciła peta, bawiła się, kręcąc nią między grubymi palcami. Mówiła głośno, śmiała się, chichocząc wesoło i trzęsąc silnymi barkami.

– Perszeron – szeptali łakomie między sobą koledzy ze zmiany w zakładzie. – Na przodek do kopalni z niōm, niych wōzyki ciōngnie, kōniōm by dać dychnōńć mogła, a jeszcze by nos pociōngła na gōra.

Jo bych sie boł takij baby, że ôna mi ciulika urwie, tymi udami swojymi, dyć to jak imadło musi być – mówili i nie wiadomo, czy to był wyraz fantazji o położeniu się na jej ciele twardym jak siennik nabity świeżym sianem, czy strach przed mocą jej żelaznych ud, które mogłyby zakleszczyć każdego ciulika i jego pana na wieczność w mroku jej pity.

Wielkie, do końca nieociosane przez stwórcę ciało Marii wzbudzało bowiem silne emocje. Nie dało się jej nie zauważyć, jak znaku ostrzegawczego, który natychmiast rzuca się w oczy. Trudno było jednak zgadnąć, czy to ona przed czymś ostrzega innych, czy sama się przed nimi chroni. Czasem ani kobietą, ani mężczyzną nie wydawała się im Maria, lecz jakimś homo duplex, który zrzucił kobiecą skórę, a swoje piersi, sterczące w górę jak wydmy, i płaski twardy brzuch powlekł skórą męską, łuszczącą się nieco na łokciach, gubiącą łuski we wnętrzu roboczego kombinezonu.

Wstęp wolny
Wydarzenie z transmisją na żywo!
NA TRAWIE (zadaszony plener)
CENTRUM ŁOWICKA, UL. ŁOWICKA 21, WARSZAWA

Szczegóły

Data:
30 sierpnia
Czas:
20:00 - 21:00
Wydarzenie kategoria:

Dodaj komentarz